Już nigdy nie zrobię tego moim uczniom…

Od września pomagam pewnej uczennicy w przygotowaniu do egzaminu ósmoklasisty. Dziewczyna imponuje mi swoją zaciętością i uporem w dążeniu do celu, najbardziej jednak podziwiam ją za to, że mimo wielu dysfunkcji  samodzielnie czyta wszystkie lektury wymienione w podstawie programowej. Sporo moich uczniów poległo na przykład przy pierwszych rozdziałach Quo vadis, jej się udało. I to tak serio serio – na każde zajęcia przynosiła powieść z zaznaczonymi fiszkami, udzielała odpowiedzi na szczegółowe pytania (Chyba żadnego z moich uczniów nie zainteresowało na przykład to, dlaczego niekiedy Ursus nazywany jest Urbanem, ona zwróciła na to uwagę w pierwszej kolejności). W dużej mierze to zasługa rodziców, którzy bardzo dbają o to, aby nie korzystała z opracowań.

Problemem nie do pokonania są jednak dla niej dramaty.

Jakiś czas temu przyszła na zajęcia wyraźnie poruszona. Omawiali Zemstę Fredry i na pierwszej lekcji pani zrobiła kartkówkę. Dostała 3, choć była jedną z niewielu uczniów, którzy przeczytali komedię. Najbardziej zdenerwowało ją jednak nie to, że liczyła na więcej, ale fakt, że wyższe oceny otrzymali uczniowie, którzy przyznali się rówieśnikom, że  nie widzieli dramatu na oczy, a jedynie sięgnęli po streszczenia.

Zaczęłyśmy rozmowę na temat treści Zemsty.  Potrafiła wymienić imiona i nazwiska bohaterów, ustalić relacje między głównymi bohaterami i opowiedzieć o kilku wyrwanych z kontekstu sytuacjach. Problem pojawił się wówczas, gdy trzeba było dostrzec związki przyczynowo – skutkowe między poszczególnymi wydarzeniami. Pytanie o wyjaśnienie tytułu przelało czarę goryczy.

Dlaczego w ogóle o tym piszę? Dlatego że ta rozmowa skłoniła mnie do pewnych refleksji na temat mojego sposobu pracy. Zadałam sobie kluczowe  pytanie –  czego ja tak naprawdę oczekuję od moich uczniów, kiedy proszę o samodzielną lekturę Zemsty, Balladyny czy Pana Tadeusza?

Do tej pory, rozpoczynając omawianie tych utworów, wymagałam, aby każdy przyszedł na lekcję zaznajomiony z treścią. To było dla mnie oczywiste – jak inaczej prowadzić lekcję? Niestety coraz częściej przekonuję się, że przeciętny uczeń nie jest w stanie samodzielnie przebrnąć przez teksty. Anachroniczny, niezrozumiały język naszpikowany archaizmami i metaforami, mnóstwo wątków i zwrotów akcji, których nie jest w stanie pojąć umysł czternastolatka. Podświadomie to wiedziałam, mimo wszystko nie zmieniłam swojego sposobu pracy, pewnie dlatego, ze nie bardzo wiedziałam, jak to zrobić. Jednak oczekiwanie, że każde dziecko w klasie przeczyta ze zrozumieniem, nie korzystając z opracowań, było z mojej strony pewnego rodzaju hipokryzją.

A przecież nie o to w tym wszystkim chodzi, żeby przeczytać streszczenie i napisać kartkówkę na 3. Nie na tym polega obcowanie z literaturą.

Drogi Uczniu, Droga Uczennico, obiecuję, że już nigdy Ci tego nie zrobię!

Taką deklarację złożyłam ostatnio sobie i moim uczniom. Nie powinnam zostawiać dziecka samego z trudnym, niezrozumiałym dla niego tekstem i oczekiwać, ze sam nauczy się trudnej sztuki czytania dramatu czy epopei. Ustaliliśmy, że przez te utwory przebrniemy wspólnie. Czytanie krok po kroku będzie wspomagane przez tworzone przeze mnie karty.

Dla uczennicy przygotowałam zestaw pięciu do czytania „Zemsty” – po jednej karcie do każdego aktu  oraz do zebrania najważniejszych informacji o bohaterach.

To samo zrobię z Balladyną i Panem Tadeuszem.

Czy to jest dobre podejście? Nie wiem, okaże się w przyszłości. Wolę jednak przeznaczyć kilka lekcji na bezpośredni kontakt z tekstem, niż na przykład omawiać Zemstę dwa tygodnie, a potem denerwować się, że co drugi uczeń nie potrafi wyjaśnić tytułu komedii.

Bohaterowie

AKT I

AKT II

AKT III

AKT IV

 

About the author

Monika.Iwanowska

View all posts

6 komentarzy

  • To jest genialne. Mam dokładnie te same odczucia. Szkoda, że nie znalazłam pani bloga przed omawianiem „Zemsty”. Będę szukać kart do „Pana Tadeusza” i Qvo vadis”. Dziękuję.

  • Bardzo podobają mi się Twoje pomysły. Czy masz coś przeciw temu, abym
    z niektórych skorzystała? Czy Twoje graficzne karty pracy można gdzieś kupić?

    • Korzystać można, jak najbardziej:) Niestety nie można kupić, choć mam nadzieję, że będą kiedyś dostępne wszystkie moje „graficzne dzieci” 🙂

  • Cudowne!! Dziękuję Pani za wpis, skłonienie mnie do przemysleń. Miałam taką samą intuicję, jednak belfrzenie mnie trochę stopowało. Myślałam, że to strata czasu czytać wspólnie z uczniami lektury. Ale właśnie o to chodzi, że to NIE JEST STRATA CZASU!!! Stratą są te godziny omawiania niezrozumianego tekstu, te momenty frustracji i mysli typu „to wszystko nie ma sensu”. Jeszcze raz dziękuję za nawrócenie mnie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *